Moja pielęgnacja – actuality

Postanowiłam prowadzić dziennik pielęgnacji, wówczas łatwiej kontrolować i planować zabiegi, które chcemy wykonać. Kontrola nie kojarzy mi się z czymś przyjemnym, jednak dążenie i zachowanie zadbanego ciała już tak. Tak, tak, tak! 

Kalendarz prowadzę od połowy maja. Zaczynając od peelingu i masła do ciała Joanny, który właśnie testuję. Wpisuję wszystkie kosmetyki i zabiegi, których nie wykonuję codziennie.
Niebieska ikonka to bańki chińskie. Wykonuję nimi masaż ud i pośladków. Masaż bańkami chińskimi polega na wykonywaniu ruchów bańką po skórze posmarowanej oliwką w kierunku węzłów chłonnych, znajdujących się w pachwinach. Podciśnienie wytworzone w bańce powoduje zassanie skóry i niżej położonych tkanek, powodując ich bardzo intensywne przekrwienie, dzięki czemu skóra jest lepiej odżywiona i dotleniona, poprawia się jej jędrność i elastyczność. Pobudzenie krążenia krwi i limfy oraz usprawnienie metabolizmu komórkowego, wspomaga usunięcie z organizmu końcowych, zbędnych produktów przemiany materii oraz innych toksyn.

Należy jednak pamiętać o przeciwwskazaniach do wykonywania masażu bańką chińską. Kobiety w ciąży i w czasie menstruacji oraz osoby z podwyższoną temperaturą ciała nie powinny poddawać się temu zabiegowi. Przerwana ciągłość skóry, stany zapalne, alergiczne skóry, świeże rany, obrzęki niewiadomego pochodzenia czy zaburzenia krzepliwości krwi również wykluczają ten zabieg. 
Jeśli chodzi o pielęgnację włosów i skóry głowy, wygląda ona następująco:

  • 2-3 razy w tygodniu nakładam olej na włosy, w tym momencie stosuję olejek kokosowy Vatika. Zużyłam już około połowę, więc niedługo będzie recenzja :) 
  • 1-2 razy w tygodniu robię płukankę ziołową, na kalendarzu jest przykładowa ze skrzypu i pokrzywy.
  • 1-2 razy w tygodniu nakładam MAKĘ na włosy, o stuningowanej masce pisałam 
  • Od dzisiaj również będę stosować wcierkę Jantar, kupiłam ją na allegro. Bardzo chciałam ją spróbować. Na aukcji był również szampon i mgiełka Farmony z tej samej serii, jednak nie zachwycił mnie skład i opinie na wizażu.
Jak widzicie w okienku każdego dnia widnieje hasło ‚Grzyb’. Mianowicie piję grzybka tybetańskiego. Przeczytacie o nim np. <tutaj> i <tutaj>

Grzybka hoduję (tak, to właściwe słowo) w szklanym słoiku, zalewając mlekiem i przykrywając gazą na dobę. Po tym czasie przecedzam go przez sitko i płuczę pod bieżącą wodą. Należy pamiętać, że nie można używać metalowych łyżek, więc najlepsza będzie drewniana lub plastikowa. Roztwór jaki pijemy w smaku przypomina kefir naturalny. Lubię takie smaki, ale można dodawać do niego np. owoce sezonowe. Kuracja trwa 20dni, zalecane jest pić grzybka tybetańskiego na wieczór. Póki co się stosuję. Lepsze niż drożdże ^^
A Wy macie doświadczenie z takimi kuracjami? Jak wygląda Wasza pielęgnacja? Jestem ciekawa, piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam

Post ze starej wersji strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *